• Aktualności
  • Kontakt
  • WYDAJ SWOJĄ TWÓRCZOŚĆ
     

    Kultura w Polsce: zagłębie monopoli

    Autor: Wieczorna
    Repo- Genetic Opera- plakat FOTO: cc wikimedia

    Polska kultura to dla ekonomisty zagłębie państwowych monopoli. To świat w którym stan zastany to rzecz święta, a zmiany organizacyjne sa postrzegane jako zamach na sztukę. A polskiej kulturze po prostu potrzebne są gruntowne reformy, które wyrwą artystów z marazmu i zmuszą ich by przybliżyli się do odbiorców. Które umożliwią konkurencję na tym rynku, tak bardzo potrzebą.

    Województwo lubuskie, zachodnia Polska. Teatr Lubuski w Zielonej Górze w tym sezonie ma poślizg, nie ma żadnych premier z powodu zmiany szefa w początku sezonu. Lokalni dziennikarze pytają jego szefa, czy przypadkiem kierowana przez niego placówka nie jest na dnie. Organizacja kultury w tym wojewodztwie jest typowa dla całego kraju- teatry to instytucje komunalne, subwencjonowane samorządowymi pieniędzmi monopole, które w zasadzie mogą lekceważyć klientów jeśli chcą- fundusze samorządowe pokrywają gro kosztów ich działalności.

    Fot. Teatr Lubuski, ongiś wieloprofilowa Hala Miejska (Stadthalle) wystawiająca spektakle i opery (cc wikimedia)

    Ale kilkadziesiąt kilometrów dalej za zachodnią granicą Polski jest już inaczej. W pobliskiej Brandenburgii także do kultury wprowadzono zasady ekonomiczne. Demonopolizacja rynku kultury, podobnie jak w innych sektorach gospodarki, polegała i tutaj na oddzieleniu infrastruktury od samej działalności. Sale teatralne przestały być własnością państwowych czy komunalnych zespołów teatralnych, państwowe sale koncertowe przestały należeć do orkiestr symfonicznych. Infrastrukturą zaczęły zarządzać odrębne podmioty, wyspecjalizowane w zarządzaniu miejskimi nieruchomościami. Artyści po prostu przestali zarządzać infrastrukturą kultury, a skupili się na swej podstawowej działalności. Oznacza to obalenie monopolu- nagle do infrastruktury zyskują dostęp inne zespoly teatralne czy orkiestry.

    W porównaniu z sąsiednim Lubuskim, kultura po niemieckiej stronie granicy jest po prostu zliberalizowana. Po polskiej stronie są dwa należące do województwa teatry miejskie, i każdy z nich wystawia w zasadzie tylko w swoim mieście, a prywatny teatr nowosolski tylko w Nowej Soli, od władz której otrzymuje dotacje. Po niemieckiej stronie rynek kultury zdemonopolizowano. Oddzielenie infrastruktury od działalności artystycznej spowodowało że artyści z jednego zespołu swój repertuar grają w każdym z kilku dużych miast Brandenburgii. Dzięki temu nawet w małych miastach mieszkańcy mają do dyspozycji świetną ofertę kultury, ogromne bogactwo repertuaru.

    Samorządowy teatr w Zielonej Górze wystawia swoje sztuki po kilkadziesiąt razy w tym samym mieście, pod koniec sezonu już przy marnej frekwencji. Teatr na zasadzie impresaryjnej ma miejsce w zasadzie tylko incydentalnie, dominuje „produkcja lokalna”. Trudno się dziwić iż lokalny monopol nie chce wydawać pieniędzy na zakup oferty kulturalnej którą sam również może wytworzyć.

    W niewielkich miastach Brandenburgii dzięki liberalizacji rynku kultury repertuar jest niezwykle bogaty, niewiele odbiegając od jakości oferty w wielkich aglomeracjach. Nawet w kilkudziesięciotysiecznych miastach wystawiane są opery i musicale, których produkcja tylko na lokalny rynek nigdy by się nie zwróciła. Dawne typowe teatry zawodowe w mniejszych miastach przekształcono w teatry impresaryjne, w ogóle rezygnując ze stałego zespołu, tak jak we Frankfurcie nad Odrą.

    Zamiast wciąż tych samych lokalnych produkcji, dominuje model teatrów impresaryjnych bazujących na produkcjach zespołów teatralnych z całego regionu. Rozwinęły się teatry prywatne, które uzyskują środki na działalność dzięki systemowi grantów na konkretne projekty. Nawet w 60-tysięcznym Frankfurcie nad Odrą aktywnie działa kilka takich teatrów. Po naszej stronie granicy niemal ich nie ma. We Frankfurcie nad Odrą działa prywatny teatr lalkowy, a ze sceny lalkowej w dwukrotnie większej Zielonej Górze, ongiś działającej odrębnie i dość prężnej, zostało dziś w zasadzie tylko wspomnienie w postaci muzeum lalek przy tamtejszym teatrze.

    Po polskiej stronie granicy infrastruktura służąca kulturze jest zarządzana fatalnie. Filharmonia Zielonogórska dysponuje gigantycznym kompleksem budynków, który przez niemalże cały tydzień stoi pusty, zapełniając się jedynie kilka razy w miesiącu z okazji koncertów symfonicznych. Podobnie jest z przedwojenną Halą Miejską, mającą kilka sal teatralnych, dziś niemal nie wykorzystywanych przez inne instytucje niż lokalny teatr.

    Teatr ów jest bardzo złym gospodarzem tej nieruchomości, oferując zaporowo wysokie ceny wynajmu. Dla przykładu, lokalny klub capoeiry skupiający lokalną młodzież chcąc wynająć jedną z kilku sal teatralnych na pokaz, dowiedział się iż może wynająć jedynie cały gmach na cały dzień za 1,5 tys. PLN. Przykład ten pokazuje elastyczność i chyba taktykę zaporowych cen takich placówek na rynku. Najlepszą gospodarczo taktyką w przypadku ustalania cen dostępu do jeszcze nie w pełni wykorzystanej infrastruktury jest stosowanie cen krańcowych: a więc bez obciążania użytkownika kosztami stałymi, które ponosi się niezależnie od poziomu wykorzystania infrastruktury. Jeśli tak wycenianoby koszty wynajmu, to byłyby to kwoty nieporównywalnie niższe.

    W nieodległym Frankfurcie tamtejszą salą koncertową zarządzają nie muzycy, jak w Zielonej Górze, lecz komunalna spółka zarządzająca obiektami użyteczności publicznej. Podobnie i ona zarządza tamtejszym kompleksem teatralnym i kulturalnym, nowym gmachem „Forum Kleista” zbudowanym nakładem 35 mln euro. Wieloprofilowość wykorzystania infrastruktury, nieistniejaca w Zielonej Górze, tutaj jest normą. Wielka sala jest dostosowana do wystawiania oper, baletu, rewii i wszystkich w zasadzie form scenicznych. W Zielonej Górze wieloprofilowość była normą, ale przed wojną. Działała w tym mieście wówczas opera zorganizowana na zasadzie impresariatu, przedstawienia wystawiały teatry operowe z sąsiednich miast. Model taki do dziś jest normą po zachodniej stronie granicy, a także w Czechach- przykładem może być choćby oferta kulturalna pobliskiego 90-tysięcznego Liberca.

    W Polsce opera jest domeną jedynie dużych miast, podczas gdy już na samej granicy polsko-niemieckiej są miasta 30-tysięczne, w których nie tylko gra się, ale i produkuje spektakle operowe grane potem w największych miastach Brandenburgii, jak choćby Schwedt. W Polsce na Ziemiach Odzyskanych taka sytuacja miała miejsce przed wojną nawet w miastach średniej wielkości, jak Świdnica czy Zielona Góra. W Świdnicy w ramach niedawnej przebudowy tamtejszego teatru, grającego przed wojną i opery, zabudowano „nieprzydatny” już kanał orkiestrowy. W Zielonej Górze w tamtejszym amfiteatrze go zasypano. Ostała się przedwojenny teatr operowy- Hala Miejska, którą otwarto w 1931 roku wystawieniem opery „Madame Butterfly”.

    Polski tradycyjny model zarządzania kulturą poprzez utrzymywanie monopoli jest szczególnie szkodliwy w miastach mniejszej wielkości, gdzie brak jest zdublowanej infrastuktury i nie ma możliwości zaistnienia konkurencji na rynku. Polskie samorządy powinny zreformować kulturę rozdzielając prawnie i instytucjonalnie infrastrukturę i jej obsługę od samej działalności artystycznej, szczególnie w mniejszych miastach. Nawet jeśli obecne placówki pozostaną jej głównym użytkownikiem, to otwarta zostanie furtka dla innych chętnych do jej wykorzystania. Liberalizacja uświadomi także placówkom kultury że w przypadku ich niekonkurencyjności czy niskiego poziomu mogą zostać zastąpione na rynku. Nie są niezastąpione, jak w sytuacji gdy miały infrastrukturalny monopol.

    Liberalizacja umożliwi także zaoferowanie w mniejszych miastach oferty kulturalnej typowej dla dużych aglomeracji- opery, rewii, baletu. Wymaga to zorganizowania impresariatów pozyskujących taką ofertę, albo zbiorczo dla całego regionu, albo dla poszczególnych ośrodków. Chcąc grać opery i spektakle muzyczne trzeba wzorem Frankfurtu nad Odrą albo zbudować od podstaw infrastrukturę, albo odtworzyć tą istniejącą przed wojną. Mniejsze ośrodki muszą rozbić swoje monopole kulturalne, inaczej przegrają w wyścigu o zatrzymanie aktywnych kulturalnie, najbardziej twórczych i najbardziej cennych mieszkańców z polskimi i europejskimi metropoliami, zostaną wyssane z kapitału ludzkiego.

    Adam Fularz

    REKLAMA

    KOMENTARZE

    WYDANIA LOKALNE
    pokaż wszystkie PARTNERZY
    Zamojska Slupska.eu Dziennik WIeczorny.pl ZIelonogorska.pl Thorner.pl Zeitung Jeleniogorska.pl Datbiger Zeitung Kubuska,eu Kolobrzeska.pl Gazeta Łużycka Gazeta Warszawska Gazeta Gnieźnieńska Legnicka.eu Gazeta Grudziądzka Gazeta Tarnowska Lodzka Gazeta Radomska Łomżyńska Echa płockie Gazeta Białostocka Poselka.pl Stargard.eu Markuriusz polski
    Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka